Nov 18, 2013

Raport NIKomu nic nie dał


Jak wspaniale jest żyć w kraju, w którym działa bardzo prężnie instytucja stojąca na straży Naszych (społeczeństwa) interesów - czyli Najwyższa Izba Kontroli. 29 października 2013 roku instytucja ta stanęła w naszej obronie bardzo dosadnie wydając raport w sprawie elektronicznego systemu poboru opłat (ViaTOLL). Jakich nowości dowiedzieliśmy się z tego raportu? Otóż, poruszając się po drogach krajowych, na których stoją bramownice do poboru opłat VIATOLL narażeni jesteśmy na zagrożenie życia, gdyż aż 100 bramownic może się w każdej chwili zawalić, ponieważ zostały one wybudowane z chińskiej stali, a jak wiadomo- chińszczyzna to tandeta.
string(143) "Smarty error: [in evaluated template line 33]: syntax error: expecting '=' after attribute name 'params' (Smarty_Compiler.class.php, line 1591)"

 

NIK dokonał także jeszcze jednego wiekopomnego odkrycia. Otóż wielokrotne karanie kierowców za bramownice jest złe, bezprawne i niekonstytucyjne. To zły i niecny proceder. Wielu ludzi zapłonęło niczym żywe pochodnie 29 października. Czy słusznie? Czy raport NIK-u rzeczywiście coś odkrywa i wnosi do całej sprawy słynnego e-myta?

Nie posiadam obszernej wiedzy z prawa budowlanego, dlatego też nie będę się w nie zagłębiał. Nie specjalnie znam się też na metalurgii, jednakże nie bardzo chce mi się wierzyć w to że sfałszowano odbiory ponad 100 bramownic. Nie darzę Kapscha sympatią, ale w raporcie NIK wyczuwam hipokryzję i elementy politycznej przepychanki. Jeśli bramownice ViaTOLL są niebezpieczne to co powiecie Państwo na te konstrukcje, których mijamy dziesiątki przy każdej drodze w mieście jak i poza nim?

Czy te konstrukcje są bezpieczne? Zostawmy jednak temat bramownic w spokoju. Jak już wspomniałem nie znam się ani na konstrukcjach ani prawie budowlanym.

W niniejszym felietonie chciałby przedstawić moje sugestie, które nie pojawiły się w raporcie NIK-u, a powinny, gdyż mają istotny wpływ na ocenę działania systemu VIATOLL. Aspekty prawne, które w przypadku ViaTOLLa są największymi winowajcami działania systemu - NIK nie poświęcił wiele miejsca. Oprócz stwierdzenia, że GITD przyjęło błędną praktykę polegającą na mnożeniu kary 3 000/1 500 zł za każdą bramownice – raport NIK nie mówi nam zbyt wiele. Nawet dziecko z przedszkola wie, że nie wolno karać dwa razy za to samo przewinienie. NIK nie jest ani odkrywczy, ani specjalnie bystry w tym temacie. W ogóle cały temat to prawne kuriozum. Żeby wysunąć takie wnioski wystarczy posurfować trochę po Internecie.

Nie miejcie Państwo złudzeń. Raport NIK to nic innego jak burza w szklance wody. Atak na otoczenie byłego Ministra transportu - Grabarczyka, rozgrywki partyjne, do których my wszyscy zainteresowani żywo tematem ViaTOLL zostaliśmy wciągnięci.

Czego NIK nie mówi??

Raport NIK-u nie wspomina ani słowem na tematy jakby się wydawało kwestii fundamentalnych. Raport nie daje odpowiedzi na pytanie: „dlaczego w naszym kraju nie ma możliwości doładowania konta ViaTOLL wstecz?” W Austrii poruszając się drogą płatną, w momencie gdy skończą nam się środki na koncie mamy taką możliwość. Możemy te środki wpłacić i tym samym pozwoli nam to uniknąć kary. Ponadto jak wiadomo kara ta w innych państwach europejskich jest niewspółmiernie mniejsza od kar za nieuiszczenie opłaty w Polsce (110 – 220 euro). W Polsce nigdy nie doładujemy konta wstecz. Czy projekt zmian proponowany przez posłów, który wpłynął do laski marszałkowskiej coś zmienia w tej materii? Nie. Absolutnie nie. O tym autorzy projektu nawet nie pomyśleli. Opłacenie konta wstecz wszakże przyczyniło by się do mniejszej liczby naruszeń. Byłby to krok w kierunku przedsiębiorców i kierowców, a tego politycy najwidoczniej nie lubią najbardziej.

Czy raport NIK-u mówi coś o wysokości kar? 3000 złotych to niemal 80 procent wynagrodzenia przeciętnego kierowcy. Czy kara tej wysokości jest adekwatna i proporcjonalna do naruszenia, którego wartość często przekracza niewiele ponad złotówkę? Czy nie naruszono tutaj konstytucyjnej zasady proporcjonalności? O tym raport NIK milczy. Może kontrolerzy NIK-u czekają na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, bo po co przecież dwa razy o tym pisać lub może dlatego, że dzisiejszy prezes NIK był jednym z posłów, którzy to prawo wymyślili?

Idąc dalej - obecne prawo wyprodukowało paradoksalną biurokrację. Każde naruszenie z urzędu kierowane jest bezpośrednio do GITD. Nikt go nie analizuje pod względem prawdziwości. Dlatego tak często zdarzają się błędy w GITD dotyczące naruszeń opłaty drogowej. GITD kieruje następnie pismo z prośbą o wskazanie kierującego pojazdem do właściciela pojazdu. W przypadku gdy ten stwierdza, że w danym dniu środki na koncie były i pisze wyjaśnienia do Inspekcji ta musi znowu zwrócić się do Kapscha (który jest operatorem systemu) o zweryfikowanie tych informacji. Kapsch odpowiada, weryfikuje, GITD ponownie pisze do właściciela pojazdu. Ten ponownie odpowiada, GITD ponownie pisze do Kapscha… Z każdą chwilą rośnie sterta korespondencji. Ta idzie w miliony. Naruszenia w setki tysięcy. Inspekcji zaczyna brakować rąk do pracy. Właścicielowi samochodu cierpliwości i nerwów do prowadzenia tej korespondencji.

Pytanie: Czemu ma to służyć. TWORZENIU BEZSENSOWNEJ BIUROKRACJI? NOWYCH MIEJSC PRACY? Dlaczego Kapsch nie może sam weryfikować tych naruszeń i kierować do GITD tylko tych, które są prawdziwe? Często wystarczy sprawdzić stan konta użytkownika ViaTOLL by wiedzieć czy środki na koncie były i czy opłata została uiszczona. Nasuwa się tutaj skojarzenie do twórczości Franza Kafki. Raz puszczona w ruch machina biurokracji nie daje się zatrzymać. Stąd tez biorą się kosmiczne wartości naruszeń w tym systemie.

Jak już wiemy - kary są absurdalnie wysokie, uniemożliwia użytkownikom dróg krajowych doładowanie konta wstecz, a nadmiernie rozwinięta machina biurokracji żyje własnym życiem. Czy choć jeden z tych faktów znalazł się w raporcie NIK? Czy projekt poselski coś zmienia? Odpowiedź na oba pytania brzmi: NIE!

To jednak nie wszystko. Jako jedne z nielicznych państw cywilizowanej Europy ścigamy kierowców samochodów osobowych, którzy nieopatrznie podłączyli do swych pojazdów przyczepkę/camping/lawetę. Polski ustawodawca ściga wszystko co jeździ, a jego waga przekracza 3,5 tony DMC. W większości przypadków są to przekroczenia DMC na poziomie 10-50 (!) kilogramów! ! ! Przytoczę tu pewną może i zabawną (na pewno nie dla jej bohaterów) historię. Dwóch braci wyhodowało świnię - tucznika. Pewnego dnia kiedy świnia była już duża i smakowicie wyglądała, zdecydowali się ją sprzedać. Mimo iż nic do świni tej osobiście nie mieli to niespecjalnie chcieli wieźć ją na targ na tylnym siedzeniu. Pożyczyli więc od swojego sąsiada przyczepkę i na nią załadowali tucznika. DMC całego zestawu przekroczyło 20 kg(!). Na ich nieszczęście przez kilkanaście kilometrów poruszali się drogą płatną, na której mieściły się dwie bramownice kontrolne. Świnię sprzedano, ale… po kilkunastu miesiącach okazało się, że przejazd z nią kosztował ich 12.000 pln. Cztery razy minęli bramownice, które pstryknęły im zdjęcia. Najdroższy tucznik w ich historii. Według projektu poselskiego zapłaciliby 3000 pln. Tylko zastanówmy się dlaczego w ogóle mieliby zapłacić? Czy ustawodawca powinien ścigać kierowców samochodów osobowych nie będących przedsiębiorcami? Czy to jest normalna praktyka w Europie? Nie. W normalnych krajach europejskich elektroniczny system poboru opłat kierowany jest do transportu ciężarowego, a nie camperów/podłodziówek/lawet czy przyczepek. Powstaje pytanie. Może w założeniu nie jest to system poboru opłat ale poboru i generowania kar?

O tym raport NIK także milczy. Projekt poselski zaś zakłada obniżenie kary dla samochodów z przyczepkami do 1500 PLN. Czyli posłowie doskonale wiedzą, że ściga się w naszym kraju samochody osobowe i uważają, że żadnego problemu nie ma. Jest to właściwe według nich.

Co natomiast z rygorem natychmiastowej wykonalności? Na dzień dzisiejszy wygląda to tak, że wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy nie zwalnia nas z obowiązku zapłacenia nałożonej kary. Najpierw zapłać (w ciągu 21 dni), a potem zobaczy się co wyjdzie z Twojego odwołania. Jak nie zapłacisz to wyślemy komornika, ale wtedy suma twojej kary zwiększy się o koszty egzekucji. Czy tak być powinno? Tym bardziej, że postępowania odwoławcze trwają nawet powyżej 12 miesięcy. Czyżby GDDKiA było tak niecierpliwe w oczekiwaniu na nasze pieniądze? Środki te wszakże zasilają budżet Krajowego Funduszu Drogowego.

Powiedzmy też słów kilka o dodatkowych kosztach, na które narażeni są przedsiębiorcy pojazdów, które są leasingowane.

Biurokratyczna machina, o której pisałem wcześniej spowodowała, że pisma o wskazanie kierującego pojazdem kierowane są do właścicieli pojazdów czyli w przypadku samochodów w leasingu do banków. Bank za każdą odpowiedź na takie pismo liczy sobie średnio 50 złotych. Przy 10 takich zapytaniach to już dodatkowe 500 złotych, które przedsiębiorca musi zapłacić bez względu na to czy naruszenie było zasadne czy tez nie. Często takich pism jest… kilkadziesiąt. Przedsiębiorcy płacą więc dodatkowo za całą bezduszną machinę urzędniczą i prawną. O tym raport NIK milczy. Dlaczego? Czy ktoś zwróci przedsiębiorcom te pieniądze? Czy naprawdę nikt z kontrolerów NIK nie zauważył prawdziwych problemów tego systemu, z którymi na co dzień borykają się osoby zobowiązane do opłat drogowych? Czy instytucja jaką jest NIK nie zatrudnia prawników? Coraz więcej pytań coraz mniej odpowiedzi.

Projekt poselski zakłada, iż kary płacić będzie teraz przedsiębiorca, a nie kierowca. Zmyślna taktyka. Przedsiębiorca posiada większy majątek. Łatwiej dokonać na nim egzekucji.

Zmiany proponowane przez posłów są absolutnie niewystarczające i niewiele zmieniają. Ich pracy przyświecał jeden motyw przewodni. Potrzeba odpowiedzi dla Trybunału Konstytucyjnego, który w marcu orzeknie prawdopodobnie, iż mnożenie kar za przejazd pod bramownicami jest sprzeczne z Konstytucją RP. Nic poza tym. Przepisy te nic nowego nie wnoszą poza podmiotem, który będzie teraz płacił za naruszenia. Będzie to przedsiębiorca.

Czy raport NIK jest więc w obliczu tych faktów aż taką sensacją? Nie! Są to rozgrywki wewnątrz PO i odwracanie uwagi od realnych problemów, które już tak medialne nie są.

Jeśli zakładamy więc, że ten projekt niczego nie naprawia, cóż więc możemy zrobić?

Otóż najlepszym rozwiązaniem jest złożenie w Sejmie obywatelskiego projektu zmian „Ustawy o drogach publicznych”. Mimo, że obywatelskie projekty nie cieszą się poparciem obecnego sejmu to jest to jedyne wyjście jak na dzień dzisiejszy. Projekt, którego zarys przedstawiam poniżej jest autorstwa prawników, specjalistów w tej materii. Jego pełną wersję możecie Państwo zobaczyć (od 15 listopada) na stronie: http://transtica.pl/projekt-viatoll.html .

Jakie zmiany wprowadza nasz projekt?

  1. 1. Zwolnienie z opłat drogowych pojazdów przewożących osoby niepełnosprawne.
    2. Zwolnienie z opłat drogowych samochodów osobowych ciągnących przyczepy/lawety oraz campery.
    3. Wprowadzenie alternatywy wniesienia opłaty drogowej w inny sposób niż elektroniczny - np. poprzez Internet lub specjalne miejsca w Punktach Obsługi Klienta lub Punktach Dystrybucji viaTOLL.
    4. Rozszerzenie uprawnień konsorcjum Kapsch poprzez przyznanie im możliwości weryfikacji podstawowych informacji potrzebnych do ustalenia czy nastąpiło naruszenie dotyczące poboru opłat zanim wiadomość ta zostanie przesłana do GITD. Weryfikacja naruszeń na początkowym etapie obniży liczbę błędnie przesłanych incydentów nieuiszczenia opłaty w całości/niepełnej wysokości do GITD i obniży statystyki błędnie wygenerowanych wezwań do wskazania kierującego.
    5. Zmiana adresata sankcji za nieuiszczenie opłaty. Karany powinien być właściciel pojazdu, lub osoba, która miała rzeczywisty wpływ na powstanie naruszenia.
    6. Likwidacja kar pieniężnych za przejazd bez uiszczenia opłaty pojazdów wyposażonych w Viabox i zarejestrowanych w systemie. Zaległe opłaty można uregulować wstecz wraz z odsetkami w ściśle określonym terminie.
    7. Zmiana nieproporcjonalnie wysokich stawek kar poprzez ich obniżenie i dostosowanie do realiów zarobków polskiego społeczeństwa. Polskie kary są najwyższe w Europie. Projekt zakłada kary w wysokości 300 i 500 złotych.
    8. Zmiana dotychczasowego bezprawnego karania kierowców polegającego na mnożeniu kary 3 000/1 500 zł przez liczbę przejechanych bramownic kontrolnych.
    9. Zniesienie rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji o nałożeniu kary. Wykonanie kary będzie możliwe dopiero po rozpatrzeniu sprawy przez Wojewódzki Sąd Administracyjny.
    10. Przesyłanie wraz z wnioskiem o wskazanie kierującego pojazdem dokumentacji fotograficznej umożliwiającej zidentyfikowanie kierującego pojazdem.
    11. Obniżenie okresu przedawnienia- do 180 dni od dnia popełnienia naruszenia.

Tylko te zmiany mogą zmienić obraz elektronicznego systemu poboru opłat w naszym kraju. Nie mamy żadnej gwarancji, że projekt ten (jeśli uda nam się zgromadzić dostateczną liczbę podpisów) nie polegnie w Sejmie. Przyświeca nam jednak zasada: Nic o nas bez nas…

Zwracamy się do Państwa z apelem o wsparcie naszej inicjatywy w każdy możliwy sposób. Tyko w ten sposób będziemy mogli cokolwiek zmienić. Pojedynczo jesteśmy jednostkami, ale razem jesteśmy siłą, która ma szansę coś zmienić. Nie zapominajcie Państwo o tym.

Przygotował: Tom Rollauer transtica.pl


Keep in touch with us

Nie wiesz? Zadzwoń 500 561 861

Udzielimy Ci odpowiedzi na nurtujące Cię pytania.