Jan 16, 2013

Represyjna Polska, czyli straż miejska vs. obywatele


Anno domini 2013. Miejsce Polska, system represja.

W najbliższym roku możemy się spodziewać poważnych represji ze strony władzy. Celem tych represji będą kierowcy oraz szeroko rozumiany transport. Niewielu już to dziwi. Ta grupa społeczna już od wielu lat jest ciemiężona przez władzę. Kiedy brakuje pieniędzy, niemal zawsze władza wyciąga swoje łapki w stronę kierowców. Czasem w postaci nowych podatków, innym razem w postaci kija czyli kar. Podatki mamy już wyśrubowane więc tym razem padło na kary.

 

Nieoznakowane radiowozy ITD z fotoradarami robiącymi ukradkiem zdjęcia potrafimy zrozumieć. Każdy z nas zapewne widział przynajmniej raz w ostatnim roku jakiegoś wariata na drodze. Niestety przy okazji dostanie się nam, zwykłym kierowcom. Naprawdę są miejsca, w których bardzo ciężko jest jechać z przepisową szybkością. Każdy z nas zna co najmniej kilka z takich miejsc. Idę o zakład, że radiowozy  te będą bardzo często poruszać się w pobliżu tych miejsc. Takich żerowisk w naszym kraju jest bardzo wiele. Może was to zdziwi, ale w tym odcinku nie będę pisał o ITD.

Zacznijmy od początku. Godzina 7.00 rano. Żerowisko numer jeden. Jedno z nowych osiedli w Krakowie. Praktyką developerów jest wyznaczanie bezpłatnych miejsc parkingowych w niedostatecznej ilości w stosunku do mieszkań. Ma to napędzać sprzedaż miejsc płatnych. Problem polega na tym, że często połowa mieszkań na takim osiedlu służy pod wynajem. Studentom, młodym małżeństwom itp. W interesie rentiera nie leży więc zakup miejsca postojowego. Nie jest mu ono potrzebne, gdyż nie będzie tam mieszkał. Biorąc pod uwagę ceny takich miejsc (od 20.000 PL wzwyż za miejsce na parkingu pod chmurką) jest to dla niego inwestycja wysoce nieopłacalna. Dlatego wynajmujący mieszkanie musi parkować już we własnym zakresie gdzie się da. Często w jednym mieszkaniu mieszka kilka osób, z których każda posiada własny samochód. Każdy centymetr chodnika jest więc zajęty i zagospodarowany. Kiedy sprzedaż miejsc postojowych dalej kuleje, a to z tego powodu, że nikt kto wynajmuje mieszkanie nie kupi takiego miejsca, developer zaczyna bawić się w organizację ruchu. Powstają coraz to nowe zakazy postoju przez co liczba miejsc, na których można zaparkować za darmo topnieje niczym pokrywa lodowa Grenlandii. Tu pojawia się bohater tego artykułu, Straż miejska. Takie osiedle to wprost rewelacyjne żerowisko. Branie zaczyna się już skoro świt. Szczękają blokady, gdzieniegdzie słychać inwektywy pod adresem strażników miejskich. W ciągu pół godziny dzielni strażnicy potrafią wystawić mandaty na 5000 złotych. Szybko, bez specjalnego wysiłku. Każdy kto miał już kiedyś do czynienia ze strażą miejską wie, że jest to służba tylko i wyłącznie nastawiona na zysk. Policjant może was nie karać tylko pouczyć, strażnik zawsze rzuca kwotę mandatu. Wdawanie się w dyskusje ze strażą miejską jest bezcelowe. Patrząc na sytuację w Krakowie można bardzo szybko odnieść wrażenie, że celem tej służby nie jest poprawa bezpieczeństwa, ale zwyczajne łupienie obywateli. Biorąc pod uwagę zadłużenie miasta Krakowa pod rządami prezydenta Majchrowskiego, mają jeszcze wiele do zrobienia.

Ten sam obrazek widzimy na żerowisku numer dwa. Kraków, ulica Podwale. Wielu przyjezdnych kierowców nie ma pojęcia, że jest tutaj strefa. Wiedzą o tym na pewno strażnicy, którzy okupują to miejsce łapiąc kierowców na akord. Kiedyś zapytałem czy w drodze wyjątku nie mogą kierowcy na niekrakowskich blachach tylko pouczyć? Strażnik popatrzył na mnie przez chwilę, po czym odrzekł, że mogą. Mogą go ukarać upomnieniem, a upomnienie takie kosztuje 200 złotych.

Najlepsze jest jednak żerowisko numer trzy. Niewielka miejscowość w mazowieckim. Gmina zrobiła tutaj doskonały prezent straży miejskiej. Fotoradar. To urządzenie to ostatni hit wielu gmin. Zapanowało prawdziwe szaleństwo zakupów fotoradarów wśród wójtów. Takie niepozorne urządzenie potrafi zarobić dla gminy krocie. W odpowiednich rękach i miejscu to prawdziwa maszynka do robienia pieniędzy. Miejsce, o którym mowa to fragment drogi na którym obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km/h. Nikt nie wie dlaczego. Fragment ten ma około 150 metrów długości. Większość kierowców nawet nie zauważa tego znaku. Teren jest wszakże niezabudowany. Dookoła żadnych przeszkód, przejazdów kolejowych itp. Jest za to jedna przeszkoda ukryta. Radiowóz straży miejskiej. Człowiek, który zajmuje się kamuflowaniem tego radaru musi mieć praktykę jako snajper. Możecie stać koło tego fotoradaru a i tak nie odkryjecie, że to on. Droga ta przypomina strumyk, którym poruszają się łososie w drodze na tarło. Gdzieś w połowie takiego strumyka stoi misio i wyławia co lepsze sztuki na obiad. Analogia czysto literacka. Znamiennym jest fakt, iż fotoradar zwraca się gminie w ciągu kilku tygodni. Sponsorują go kierowcy, zwierzyna łowna.

Teraz ten stan rzeczy ma się zmienić. Minister Nowak powiedział dosyć! Koniec z fotoradarami straży miejskiej. Już za kilka tygodni strażnicy nie będą mogli kontrolować szybkości. Nie chodzi tu jednak o ochronę kierowców, broń boże. Po prostu straż miejska robi konkurencję ITD. Pieniądze z gminnych fotoradarów nie trafiają do budżetu państwa, a tak być nie może. Jaka będzie reakcja gmin? Niektórym fotoradary nie zdążyły się zwrócić. Z pewnością gminy będą się starały bronić. Już teraz, zanim doszło do jakichkolwiek zmian, włodarze miasteczek i miejscowości próbują nawiązać kontakt z prawnikami, aby ustalić czy istnieją możliwości prawne podważenia decyzji ministra. To jednak nie koniec zmian jakie mogą czekać straż miejską. Światło dzienne ujrzał projekt, wedle którego straż miejska w ogóle utraciłaby możliwość wystawiania mandatów za złe parkowanie. To byłaby spora rewolucja. Gdyby projekt ten wszedł w życie to sens istnienia straży miejskiej stałby się pytaniem na czasie. Z drugiej strony, który wójt utrzymywałby służbę, która nie przynosiłaby żadnych profitów? Jasło było pierwszą miejscowością, która chciała zlikwidować straż miejską. Wszystko miało się odbyć na zasadzie referendum w 2014 roku. Być może już do tego czasu takie referendum stanie się bezcelowe, gdyż straż miejska przestanie już dawno do tego czasu istnieć. Tego oczywiście sobie i Państwu gorąco życzymy.

Za miesiąc dowiecie się Państwo jak można zmusić firmy transportowe do zakupu ubezpieczeń, które można przedstawiać jako zabezpieczenie finansowe do licencji transportowej. Co ciekawe ubezpieczenia te znane są z tego iż… niczego nie ubezpieczają. Po co więc w ogóle istnieją? O tym wszystkim dowiecie się już za miesiąc.

Opracowanie: Tom Rollauer transtica.pl

Keep in touch with us

Nie wiesz? Zadzwoń 500 561 861

Udzielimy Ci odpowiedzi na nurtujące Cię pytania.